Tbilisi

Gieorgij przyjechał po nas o 11 (przynajmniej mogliśmy się dobrze wyspać) i udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Niestety bez Borysa, bo jest on menadżerem IT i cały dzień ma zazwyczaj zajęty pracą (ale przynajmniej nieźle zarabia). Tbilisi otaczają niemal dookoła góry co tworzy wspaniałe widoki. Miasto posiada dwa punkty widokowe. Jedno to mury twierdzy Narikala. To wspaniałe miejsce, żeby podziwiać stare miasto. Natomiast drugi punkt mieści się trochę poza miastem, ale uwierzcie- warto się tam wybrać.

Widok na Tbilisi

kolumny

Następnie udaliśmy się do lokalu, gdzie mogliśmy skosztować lokalnej, gruzińskiej kuchni. Na stole wylądowały łącznie trzy dania: chaczapuri, chinkali i trzecie, którego nazwy niestety za nic nie mogę sobie przypomnieć. Mnie najbardziej posmakowało chinkali- w smaku przypomina trochę nasze pierogi. Najeść do syta można się już paroma takimi kołdunami.

Chinkali

Chinkali- dobre i sycące- szczerze polecam!

Chaczapuri

Chaczapuri- na zdjęciu tego nie widać, ale w środku powinno mieć jajko lub jakiś inny dodatek

Głównym punktem w mieście jest Plac Wolności- to tam znajduje się Ratusz oraz rozpoczynają się główne ulice. Dookoła widać XIX wieczne budynki (w większości na szczęście odnowione) co sprawia, że jest to jedno z ładniejszych miejsc.

Gdyby nie ,,M" w życiu bym nie pomyślał, że to McDonald's

Gdyby nie ,,M” to w życiu bym nie pomyślał, że to McDonald’s

Dziewczyny strzeżcie się...

Dziewczyny strzeżcie się…

...i pieski też.

…i pieski też.

Wieczorem urządziliśmy małą imprezę. Poza nami Borys gościł także dwie surferki z Moskwy- Nadię i Sonię (i niech ktoś mi jeszcze raz powie, że Rosjanie i Gruzini się nie lubią). Był to ostatni wieczór dziewczyn w mieście i postanowiliśmy to uczcić, min. gruzińską czaczą. Dziewczynom bardzo spodobała się piosenka zespołu T.Love ,,polish boyfriend”- kazały mi ją puszczać kilka razy i dokładnie zapisały tytuł oraz wykonawcę 😀 Co do Czaczy- zapach ma okrutny, ale reszta…całkiem dobra 🙂 To mocny alkohol (odpowiednik polskiej wódki), ale w smaku bardzo czuć winogrona.

Czacza

Czacza- Gruzini piją ją równie często jak wino, które uwielbiają.

Nadia

Nadia- jedna z moskiewskich surferek.

Na tym zakończyła się nasza gruzińska przygoda. Na koniec przydałoby się jakieś podsumowanie całej wyprawy, ale mówiąc szczerze nic mi nie przychodzi do głowy- może poza tym, że nie żałuję niczego co zrobiłem w jej trakcie, a Rosja jak i Kaukaz to wspaniałe krainy i nie ma się co bać tam jechać. Są dość ,,dzikie”- to fakt, ale czyż podróż w takie rejony nie jest czymś odkrywczym, lepszym niż przereklamowana Europa Zachodnia? Sądzę, że tak 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rosja i Kaukaz 2013 i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *