Znowu w drodze

20160812_145800-650x487

Pobudka przed 7 rano na niewiele się zdała, bo na wylotówce byłem i tak dopiero koło 10. Trochę pobłądziłem, bo musiałem pojechać na drugi koniec miasta i wsiadłem nie w ten autobus co trzeba. Na szczęście jak już się zameldowałem na stacji benzynowej opisanej na hitchwiki, to jak to w Macedonii bywa podwózkę miałem w mniej niż minutę. Ten kraj to raj dla stopa :)

20160811_125042
Wziął mnie… saksofonista, członek zespołu, który grywa na macedońskich weselach. Całą drogę puszczał mi swoje kawałki, co z czasem stało się aż trochę męczące, ale że jechał ze mną do granicy to nie narzekałem.

20160811_103640

20160811_105222

Kolejka aut była tak duża, że wysiadłem z samochodu i granicę postanowiłem przekroczyć pieszo. Po stronie Macedonii celnik nawet nie otworzył mojego paszportu tylko zobaczył napis ,,Rzeczpospolita Polska” i kazał iść dalej. W Serbii już było ciut dłużej, ale przynajmniej po mojej prośbie dostałem pieczątkę na stronie, która była już ,,używana” (boję się, że z czasem zabraknie mi miejsca w paszporcie na wizy itp.)

Zrobiłem sobie przerwę i nim się obejrzałem mój saksofonista też przekroczył granicę i mógł mnie podrzucić kolejne 100 km w stronę Belgradu. Wysiadłem na wielkim parkingu i utknąłem. Przez ponad godzinę stałem jak ten jeleń i nikt się nawet nie zatrzymał. Szybko złapałem ,,doła”- po tak wspaniałych doświadczeniach w Macedonii ciężko mi było wrócić do ,,normalności”.

20160811_143438

Po ponad godzinie zatrzymali mi się… no jak myślicie? Oczywiście, że POLACY.Niestety zaraz zjeżdżali z autostrady i postanowiłem zostać tam gdzie stałem. Powiedzieli mi jednak jedną, bardzo ważną rzecz. Za jakieś 2.5 km miały być bramki na autostradzie, tj. idealne miejsce do łapania. Nie mając nic innego do roboty postanowiłem się przejść na nie z buta.

Było tam tylko trochę lepiej. Wygląda na to, że Serbowie to nie jest naród, który zbyt chętnie zabiera ludzi na stopa. Po kolejnej godzinie zatrzymał mi się w końcu Radko, kierowca tira, który mógł mnie przewieźć do samego Belgradu. Znał nawet kilka słów po polsku, bo jeździł też swego czasu po Polsce (nie wiedzieć czemu zakochał się w Gliwicach).

Pierwsze kroki w Belgradzie.

Pierwsze kroki w Belgradzie.

Normalnie podróż powinna nam była zająć jakieś 3 godziny (wówczas w Belgradzie byłbym koło 19) W ramach oszczędności, Radko wybrał jednak lokalne drogi (autostrady są w Serbii płatne) i podróż dłużyła mi się niemiłosiernie, szczególnie że całą drogę słuchaliśmy.

W Belgradzie byłem dopiero koło 22 i po krótkich zakupach z moim nowym gospodarzem padłem na łóżko (a raczej karimatę na podłodze).
Obudził mnie dźwięk autobusu. Z ciekawości wyjrzałem przez okno. Wydawało mi się, że skądś znam ten model…jak jechałem później do centrum to okazało się, że w Belgradzie po ulicach jeżdżą polskie solarisy! W dodatku jeśli wierzyć mojemu hostowi to mają wśród pasażerów bardzo dobrą opinię.

20160812_110250

20160812_145800
Nie mogę tego do końca powiedzieć o samym Belgradzie. To jedno z ,,brzydszych” miejsc, jakie odwiedziłem w trakcie tej podróży. W samym centrum jest jedna odnowiona ulica, taki ,,deptak”, ale wystarczy przejść parę kroków w bok i już nie jest tak przyjemnie.

20160812_121532

Chcesz się zważyć? 80 groszy i usłyszysz taką wagę jakiej oczekujesz/oczekiwałaś :)

Chcesz się zważyć? 80 groszy i usłyszysz taką wagę jakiej oczekujesz/oczekiwałaś :)

20160812_124043

20160812_125652

Oczywiście w Belgradzie są wspaniałe miejsca jak zamek (wraz z uzbrojeniem pamiętającym czasy II Wojny Światowej) czy Katedra (z zewnątrz wygląda średnio, ale w środku przepięknie), ale wszechobecna ,,Wielka Płyta” o odpadające tynki psują cały efekt.

20160812_125948

20160812_130732

20160812_130028

20160812_133033

20160812_144422

W dawnej stolicy Jugosławii znajdziecie też plażę (przez miasto przepływa Dunaj), zawsze chętnych do pomocy ludzi (chociaż z angielskim to już różnie bywa) i plastikowe, dwulitrowe butelki piwa. Puszek prawie w ogóle tu nie ma, bo każdy i tak woli wziąć więcej (i taniej jednocześnie)

20160812_131920

Nie wyobrażam sobie, żeby u nas w Polsce ktoś pił piwo z plastiku, ale tutaj… sprzedaje się świetnie, zresztą wieczorem wraz z moim hostem i innym couchsurferami tego ,,skosztowaliśmy” i wcale nie było aż takie źle  (A dwa litry- 4 puszki- kosztowały jakieś 5 złotych) Tym sposobem zasnęliśmy późno w nocy :)

20160811_222919

Zostaw komentarz