Witamy na Bałkanach!

male Chorwacja

Wszystkie fora mówiły, że wydostanie się z Graz będzie męczarnią. Tymczasem po pół godziny zgarnął mnie Słoweniec, z którym przekroczyłem granicę.

20160805_115900

Słowenię zamierzałem tylko ,,przejechać”- na jej dokładne zwiedzenie przyjdzie czas innym razem. Na stacji, na której się znalazłem widziałem mnóstwo aut na polskich blachach- większość kierowców by mnie pewnie z chęcią przygarnęła, ale wszyscy byli wyładowani po maksimum w drodze na wakacje do Chorwacji.

Po blisko godzinie  zgarnął mnie w końcu bośniacki kierowca tira, z którym dojechałem do granicy z Chorwacją. Mogłem z nim jechać dalej (wiązało się to z 3 godzinnym postojem), albo spróbować szczęścia od razu. Opłaciło się. Po kilku minutach zgarnęli mnie Polacy, z którymi dojechałem aż w okolice Zadaru! Normalnie tak jak wszyscy mieliby pełne auto po brzegi, ale tym razem po raz pierwszy wybrali się do Chorwacji…bez dzieci.

20160805_113553

20160805_163354

Przejechałem z nimi setki kilometrów i wysiadłem niedaleko Zadaru. Plan był prosty- odpocząć i popływać w morzu z dala od miasta. Udało się to wykonać z nawiązką, bo znalazłem dziką plażę, gdzie było tylko kilku turystów.

20160805_175037

20160805_170106

20160805_203004

Wieczorem w spokoju rozbiłem namiot, zrobiłem pranie (oszczędzę wam widoku moich suszących się gaci) i zasnąłem. Nie na długo. Godzinę później obudziły mnie potężne błyski  i pioruny. Szybko wybiegłem z namiotu, podostawiałem kamienie i nasłuchiwałem.

Nie wiem czy kiedykolwiek w czasie moich podróży (a trochę ich już było) widziałem większą burzę. Mam dobry namiot, ale rozbiłem się na plaży i nic go nie osłaniało, podczas gdy od morza wiał sztorm. Słowa tego nie oddadzą, ale autentycznie się bałem, ostatni raz tak bardzo podczas gdy byłem na Hua Shan.  Pioruny uderzały bardzo gęsto, a namiot wykrzywiał się na wszystkie strony. Zasnąć udało mi się dopiero po trzeciej, gdy wszystko ucichło. Niestety burze w pobliżu morza i gór mają to do siebie, że często ,,krążą”. Po pół godziny burza wróciła i to ze zdwojoną siłą. Znowu bałem się jak diabli i zasnąć udało mi się z powrotem po szóstej.

Po tak ciężkiej nocy nie było mi dane długo pospać. Wiało tak mocno, że nie chcąc dłużej ryzykować uszkodzenia namiotu (który swoją drogą po raz kolejny spisał się doskonale) przed ósmą zacząłem zwijać manatki. W międzyczasie pogadałem trochę z Francuzem, który od dwóch miesięcy jest na rowerowej wyprawie dookoła świata- szacunek dla niego.

20160806_090633

20160806_090800

Doczłapałem się z powrotem na autostradę i chwilę później znowu rozpętała się burza (która jak się później okazało prześladowała mnie cały dzień.) Schowałem się pod dachem bramek na autostradzie, zjadłem śniadanko i zacząłem łapać. W mniej niż pół godziny jechałem z Niemcem, który jechał aż do Dubrownika i podrzucił mnie jakieś 250 km.

20160806_111542

Wysiadłem wcześniej, bo chciałem skręcić w stronę Bośni i Hercegowiny. ,,Skręciła” też burza, którą znowu zacząłem widzieć z oddali. Tym jednak razem pomogli mi…hipisi. ,,Prawdziwi”, niemieccy hipisi, którzy jechali starym ,,ogórkiem” do Bośni i Hercegowiny, na ,,palenie” jak sami stwierdzili. Zupełnie zresztą nie ogarniali, gdzie są i którędy jadą w każdym razie bawili się świetnie xd

20160806_145850

20160806_151427

Dojechałem z nimi do granicy, gdzie czekaliśmy na odprawę ponad 2 godziny. Mogłem iść z buta i byłoby kilka razy szybciej, ale za oknem lało, a moi nowi towarzysze kupili Rakiję (taki chorwacki bimber), więc trudno było wstać ,,od stołu” w środku biesiady. Mimo to samej granicy bałem się strasznie, bo wszyscy poza mną palili cały czas zioło i jakieś 100 metrów przed budką graniczną zaczęło się wielkie ,,wietrzenie” samochodu (które musiało wyglądać z boku komicznie, ale najważniejsze, że wszystko się udało). O ile z ziołem nie było problemu, to ,,moi” hipisi zupełnie zapomnieli o zielonej karcie, którą trzeba mieć przekraczając granicę Bośni i Hercegowiny autem. Nie chciano nas puścić, a oni stwierdzili do celników że kasy nie mają, a nawet jakby mieli to nie dadzą. Co tu dużo mówić ,,porąbani” na maksa :D

20160806_163715

Na szczęście jakoś po kolejnej godzinie ,,stania” nas puszczono i jakieś 60 km już w głąb Bośni i Hercegowiny się z nimi rozstałem.

Następne auto miałem w mniej niż 5 minut, a ja poczułem się znowu jakbym był w Rosji. Zgarnął mnie Sasza, który jechał starym gruchotem bez papierów, a drogę uprzyjemniał sobie piciem wódki. Ten to ma fajne i lajtowe życie.

20160806_172658

Miał mnie dowieźć aż do Medjugorie (o tym będzie w następnym wpisie), ale pojawił się problem. Jak wspomniałem, nasze auto było bez papierów- Andriejej obawiał się, że koło miasta (a raczej wioski, bo tym jest Medjugorie), będzie policja i go skontroluje. We krwi miał też koło 1.5 promila (ale mniej niż 2 jak ,,uczciwie” zapewniał). Tym samym wysadził mnie w jakiejś wiosce ,,In the middle of nowhere”.

Z racji późnej pory postanowiłem znaleźć jakieś miejsce do rozbicia namiotu. Zapuściłem się w jakieś krzaczory i…uciekałem z nich jeszcze szybciej, bo o mało bym nie wlazł na pole minowe! W Bośni i Hercegowinie jeszcze paręnaście lat temu trwała wojna i do tej pory można znaleźć mnóstwo min. W takiej sytuacji postanowiłem się rozbić na stacji benzynowej i nie niepokojony przez nikogo zasnąłem.

Zdjęcie już z rana :P

Zdjęcie już z rana :P

W następnym wpisie kontynuujemy ,,off road” po Bałkanach :)

1 komentarz do Witamy na Bałkanach!

  • soci  says:

    ale super! czekam na dalsze relacje ^^

Zostaw komentarz