Kategoria Rosja i Kaukaz 2013

Tbilisi

Gieorgij przyjechał po nas o 11 (przynajmniej mogliśmy się dobrze wyspać) i udaliśmy się na zwiedzanie miasta. Niestety bez Borysa, bo jest on menadżerem IT i cały dzień ma zazwyczaj zajęty pracą (ale przynajmniej nieźle zarabia). Tbilisi otaczają niemal dookoła góry co tworzy wspaniałe widoki. Miasto posiada dwa punkty widokowe. Jedno to mury twierdzy Narikala. To wspaniałe miejsce, żeby podziwiać stare miasto. Natomiast drugi punkt mieści się trochę poza miastem, ale uwierzcie- warto się tam wybrać.

Czytaj więcej

Stepancminda

Po szybkim śniadaniu od razu udaliśmy się w gruzińskie góry, przede wszystkim wspiąć się na szczyt, z którego rozpościera się jeden z najpiękniejszych widoków w Gruzji- klasztor Cminda Sameba. Widoki powalają, zresztą co będę opisywał popatrzcie na zdjęcia 🙂

Czytaj więcej

Przekroczenie granicy rosyjsko- gruzińskiej

Andriej podrzucił nas na estakadę, pożegnaliśmy się i zaczęliśmy łapać. Nie było to dobre miejsce, bowiem aglomeracja Soczi jest potężna. Na szczęście po chwili zatrzymał się stary żuk i kierowca podrzucił nas na obrzeża. Stamtąd zabrał już nas kolejny Sasza (sam nie wiem czy w Rosji to imię jest aż tak popularne czy po prostu mieliśmy takie szczęście), z którym przejechaliśmy 70 km. Następnie, po przejściu kilku km zatrzymał się nam nie kto inny tylko następny… Sasza. Jechał on starym VW Transporterem 1, tzw. ,,ogórkiem” i to pierwszej generacji. Jechaliśmy pośrodku jakiś kartonów i butelek po piwie- świetna zabawa!

Czytaj więcej

Soczi, czyli przygotowania Rosjan do Zimowych Igrzysk Olimpijskich

Z lekkim kacem po nocnej zabawie udaliśmy się na zwiedzanie Soczi. Dołączył do nas kolega Saszy- Andrej, który woził nas cały dzień po mieście swoim autem. Razem z Saszą pracują oni przy organizacji zbliżających się Zimowych Igrzysk Olimpijskich (do których pozostało niespełna trzy miesiące) i zajmują dość wysokie stanowiska, dzięki czemu mieliśmy świetnych przewodników. Soczi to miasto-symbol, kilkanaście lat temu był to czołowy letni kurort do którego zmierzali wszyscy mieszkańcy ZSRR na wakacje. Obecnie trochę stracił na znaczeniu, ale wszyscy liczą, że dzięki Igrzyskom, miasto odzyska z powrotem blask i chwałę. My skoncentrowaliśmy się na zwiedzaniu obiektów olimpijskich i przygotowaniach Rosjan do Igrzysk, które wyglądają…. tragicznie.

Czytaj więcej

Droga do Soczi

Pobudka o 7 rano i od razu udaliśmy się na wylotówkę, bo przewidywaliśmy, że droga do Soczi zajmie nam jakieś 12 godzin (a zajęła jeszcze więcej, ale o tym później). Wcześniej Rostów pokazał nam jak mu jednak daleko do ,,europejskiego” miasta. Tuż przed świtem przez jakąś godzinę padał deszcz i zaraz po nim, drogi zamieniły się wręcz w rzeki. Zero kanalizacji i studzienek odprowadzających wodę.

Czytaj więcej

Rostów nad Donem

Wstaliśmy o 8, wzięliśmy szybki prysznic (o ile można było to tak nazwać) i razem z Alą (inną surferką, Białorusinką) ruszyliśmy na wylotówkę. Zajęło nam to ze dwie godziny bo Wołgograd jest w gruncie rzeczy dość dużym miastem. Rozdzieliliśmy się i Ala złapała stopa po jakiś 15 minutach. Potem przyszła kolej na nas i trwało to… z minutę 🙂 Zatrzymała nam się co ciekawe kobieta (rzadko biorą na stopa), która podrzuciła nas jakieś 130 km. Typowa ,,twarda” Rosjanka- wyprzedzanie poboczem i na podwójnej ciągłej to norma. Wysadziła nas praktycznie pośrodku niczego. Dokoła step i prawie zero ruchu.

Czytaj więcej

Wołgograd (Stalingrad)

Standardowy poranek- prysznic, śniadanie, pożegnanie z hostem i ruszyliśmy na wylotówkę. Sam dojazd zajął nam aż 3 godziny bo Moskwa jest potężna, a nasz gospodarz mieszkał ponadto na drugim końcu miasta (musieliśmy jechać autobusem, metrem (z przesiadką) i znowu autobusem). W końcu dotarliśmy i zaczęliśmy łapać. Pierwsze auto zatrzymało się po jakiś 10 minutach niestety Pan w średnim wieku mógł nas podrzucić tylko 30 km.

Czytaj więcej

Moskwa

Nasz host Denis zaproponował, że może nas oprowadzić po mieście, na co z ochotą przystaliśmy. Moskwa jest potężna, liczy ok. 12 milionów ludzi, a jeśli wierzyć Denisowi to nieoficjalna liczba, wraz z nielegalnymi imigrantami dochodzi do 20 milionów. Stolica Rosji sprawia dziwne wrażenie- z jednej strony jest tu wiele pięknych cerkwi, jak Sobór Chrystusa Zbawiciela, Cerkiew Wasyla Błogosławionego czy Monastyr Daniłowski (rezydencja patriarchy Rusi), ale z drugiej brakuje jej, np. klimatu jaki ma Sankt Petersburg.

Czytaj więcej

Nowogród Wielki i droga do Moskwy

Zjedliśmy szybkie śniadanie, pożegnaliśmy się z naszym hostem Ivanem i wsiedliśmy w metro, żeby dostać się na wylotówkę. I tu pojawił się problem. Hitchwiki miała awarię więc na ślepo szukaliśmy miejsca do łapania. Nigdzie takiego nie było i przez 1.5 godziny nie zatrzymało się żadne auto, nawet jak Kasia stała sama. Szybka decyzja- idziemy piechotą parę kilometrów znaleźć lepsze miejsce. W końcu doszliśmy do stacji benzynowej i po krótkim odpoczynku zaczęliśmy znowu łapać. Tu było już dużo lepiej, zatrzymało się parę aut, aż w końcu wziął nas Sasza i to do samego Nowogrodu. Po angielsku umiał ,,yes”, ,,no”, ,,thank you” i ,,fuck”. Nasza angielsko- polsko- rosyjsko- migowa rozmowa musiała z boku śmiesznie wyglądać (moja współtowarzyszka poszła z tyłu spać), ale się dogadywaliśmy. Rozmawialiśmy o wojsku, samochodach i czemu Putin jest zły (w gruncie rzeczy zdecydowana większość Rosjan nie popiera rządu ani Putina i do Polaków jest przychylnie nastawieni). W czasie jazdy zauważyłem dziwną rzecz- żółty wykrzyknik na niektórych tylnych szybach samochodów. Okazało się, że tak oznacza się niedoświadczonych kierowców lub (jeśli wierzyć naszym kierowcom)… kobietę za kółkiem.

wykrz.

W Nowogrodzie byliśmy stosunkowo wcześnie, a u naszego hosta okazało się, że gości on też surferów z Moskwy. Po posiłku i ogarnięciu się wybraliśmy się paczką na dworzec kolejowy, gdzie nasi znajomi z Moskwy chcieli zmienić swoje bilety na inny termin. I tu zaczął się cyrk. Ogólnie rzecz biorąc kupno biletu na rosyjski pociąg to wcale nie taka prosta sprawa. Co prawda wszystkie miejsca w pociągach są numerowane, dzięki czemu zawsze mamy pewność, że będzie gdzie siedzieć, ale kupno czy zmiana biletu to czasami już wyższa szkoła jazdy. Jeśli kasjerka mówi, że nie ma już biletów to może oznaczać, że tak naprawdę są i trzeba ją przekonać, że to nam się ten bilet należy. Nasi podróżnicy z Moskwy robili co mogli, ale w końcu się poddali i poszliśmy po bilety na dworzec autobusowy.

Ja rozumiem, że Chińczycy fotografują wszystko...ale żeby robić zdjęcie kałuży?

Ja rozumiem, że Chińczycy fotografują wszystko…ale żeby robić zdjęcie kałuży?

Nowogród2

Następnie przyszedł czas na zwiedzenie miasta. Nowogród Wielki jest… wspaniały! Ma raptem 200 tysięcy mieszkańców, ale to miasto bardzo przypomina mi Wrocław. Małe, ale urokliwe centrum,  duża rzeka przepływająca przez środek (Wołchow) i wszędzie uśmiechnięci ludzie. Dzięki naszemu hostowi, który był jednocześnie naszym przewodnikiem zwiedziliśmy praktycznie całe miasto jednego wieczoru.

statek

Now.

Razem

motor

Pamiętam jak po Polsce jeździły też takie cuda…

Nowogród

Wieczorem Sonia i Sasza przyrządzili nam pyszną kolację. Wypiliśmy trochę wina i Nadia zaproponowała mi pojedynek polsko-rosyjski w szachy. Z racji tego, że bardzo lubię grać ochoczo na to przystałem i…poległem 🙁 Uczciwie przyznam, że Nadia robiła ze mną co chciała, jest genialną szachistką.

Mimo tego, że położyliśmy się bardzo późno to zerwaliśmy się stosunkowo wcześnie i już o 11 łapaliśmy stopa. Złapaliśmy go już po 10 minutach i to praktycznie do samej Moskwy. Tym razem naszym kierowca była Dima- pracownik salonu Mercedesa pod Moskwą. Standardowo nie znał zupełnie angielskiego, ale zaczęliśmy już trochę lepiej ogarniać rosyjski więc nie było tak źle. Jechaliśmy z nim niemal cały dzień (8 godzin) i jak na Rosjanina przystało Dima był szalonym kierowcą. Gdy na autostradzie był korek po prostu jechał poboczem po piachu 5 kilometrów- zero problemów. W ogóle autostrady w Rosji są dość specyficzne. Jedzie się drogą po 3 pasy w jedną stronę i nagle zupełnie bez ostrzeżenia ta droga przechodzi w jeden pas w każdą stronę, dziurawą jak sito (mimo, że na mapie to dalej ,,autostrada”).

Tak wygląda rosyjska ,,autostrada" niedaleko Majkopu- po prostu  ubity piach

Tak wygląda rosyjska ,,autostrada” niedaleko Majkopu- po prostu ubity piach

Dima zawiózł nas na dworzec kolejowy, gdzie wsiedliśmy w elektryczkę- pociąg podmiejski, który zawiózł nas na Dworzec Jarosławski (to min. z tego dworca odjeżdżają pociągi kolei transyberyjskiej). Rosjanie mają bardzo sprytny i skuteczny sposób kontroli biletów. Często można wejść do elektryczki bez obaw o konduktora. Ale gdy już wysiądziemy na stacji (i będzie to duży dworzec), żeby wyjść z peronu musimy przejść przez specjalną bramkę, która otwiera się, gdy włożymy do niej bilet. Obok stoi policjant, który wszystko nadzoruje.

pocag

Z racji godziny pociąg był niemal pusty, zapełnił się dopiero przed samym Dworcem Jarosławskim.

Po dojechaniu na miejsce wzięliśmy metro, żeby dojechać do naszego hosta. Zrobiło ono na mnie duże mniejsze wrażenie niż to w Sankt Petersburgu. Pociągi są stare, stacje brzydkie a o angielskim czy nawet napisach w alfabecie łacińskim można zapomniać. U hosta (Denisa) byliśmy o 22.30. Zjedliśmy wspólnie kolację, wzięliśmy prysznic i poszliśmy do łóżek, żeby mieć jutro siłę zwiedzać Moskwę.

Czytaj więcej

Witamy w Rosji!- Sankt Petersburg

Stopa złapaliśmy dość szybko. Zatrzymał się kierowca, który nie umiał słowa po angielsku, ale zrozumieliśmy, że jedzie do Narwy, tzn. pod samą granicę i się z nim zabraliśmy. Po 2.5 godziny jazdy dotarliśmy. Ostatnie sprawdzenie dokumentów i ruszyliśmy przekroczyć granicę. Estończycy puścili nas bez problemu. Szybkie sprawdzenie paszportów, przejście mostu granicznego i byliśmy już po stronie rosyjskiej.

Czytaj więcej