Dzień 54-55. Najgorszy i najlepszy dzień stopa w Chinach

Mój plan zakładał wyjazd z miasta w stronę wylotówki koło 10. Niestety z powodu deszczu, a przede wszystkim problemów żołądkowych (jednym z powodów, dla których odliczałem dni do powrotu był fakt, że wreszcie mogłem usiąść na normalnym ,,tronie” i skończył się ,,Asian style”) z domu wyszedłem dopiero przed 12. Już samo dojście na przystanek sprawiło, że byłem cały mokry, a na wylotówce stałem dopiero o 14 (przejechanie przez cały Szanghaj nawet metrem zajmuje kupę czasu).

DSCI2110

Co tu dużo mówić wyjeżdżałem z miasta na czuja, bo nigdzie w internecie nie mogłem znaleźć, gdzie się ustawić na obrzeżach, żeby złapać auto (Kto by tam wyjeżdżał z Szanghaju na stopa….) Miałem trochę szczęście, bo po 15 minutowym marszu znalazłem bramki na autostradzie. Lało jak z cebra, ale mi już było wszystko jedno i czekałem aż ktoś się zatrzyma. Po 10 minutach stanęła rodzinka, która chciała mi zadzwonić po taksówkę (nawet mój list autostopowicza nie pomógł). Po 5 minutach rozmowy po prostu się z nimi pożegnałem, ale nagle jakby ich ktoś oświecił i kazali mi wsiadać mówiąc, że podrzucą mnie 100 km.

Wsiadłem i źle zrobiłem, bo po 15 km zjechali z autostrady. Myślałem, że chcą zajechać na jakieś zakupy, ale nie, postanowili mnie zawieźć na dworzec autobusowy. Po angielsku ani me ani be i weź tu im wyjaśnij o co chodzi. Jakimś cudem udało mi się znaleźć parkę chińczyków, która mówiła po angielsku i tym sposobem okazało się, że oni przyjechali po prostu do kina, a te 100 km….to tak, ale jadą jutro (chińska mentalność) Udało mi się ich namówić, żeby mnie podrzucili na autostradę, ale oczywiście nie słuchali moich rad i GPS nas zaprowadził na wjazd bez możliwości zawracania. Efekt był taki, że po ponad 2 godzinach wylądowałem w tym samym miejscu, gdzie zaczynałem podróż. W dodatku przyczepiła się do mnie policja (znowu)

DSCI2115

Po 15 minutach miałem chłopaka i podwózkę na… 15 km. Pierwotnie myślałem, że powiedział ,,150”, dlatego wsiadłem, dopiero po paru minutach się okazało, że pomylił liczby w angielskim… Wysiadłem na autostradzie, deszcz strasznie zacinał, a ja byłem zmokłą kurą i miałem dość wszystkiego. W końcu po godzinie zlitował się nade mną jakiś starszy jegomość z żoną i podrzucili mnie jakieś 80 km na ,,service area”. Była już noc, więc oczywiście nic więcej nie złapałem.

Zły na siebie i wszystkich (teraz mogę napisać, że był to najgorszy (względem zrobionego dystansu i sił ile mnie to kosztowało) dzień stopa w życiu). Rozbijałem namiot i karma się odwróciła. Podeszło dwóch policjantów i powiedziało, że mogę spać w pobliskiej restauracji, która jest zamykana na noc.  Mało tego dostałem wielką kolację całkowicie za darmo. Z pełnym brzuszkiem od razu i myśli się pozytywniej, więc zasnąłem z uśmiechem na ustach.

20150822_203001

Pobudkę sobie urządziłem o 5 rano. Chciałem dotrzeć późnym wieczorem do Pekinu, od którego ciągle dzieliło mnie 1200 kilometrów. Postanowiłem też zmienić taktykę- nie stawać na Toll gate, ale na service area i wyszedłem na tym genialnie, bo w ciągu jednego dnia udało mi się zrobić te 1200 km i dotrzeć do Pekinu. Tym samym pobiłem swój personalny rekord jeśli chodzi o liczbę km zrobionych ,,na stopa” w ciągu jednego dnia. Tak to jest z tym stopem- jednego dnia nic nie idzie (pierwszego dnia zrobiłem raptem 100 km), a następnego karta się odwraca. Drugiego dnia podróży do Pekinu nie czekałem dłużej niż pięć 5 minut i jeśli ktoś mi się zatrzymywał to od razu miałem auto na nie mniej niż 200 km.

DSCI2114

Przejechałbym jeszcze więcej, gdyby nie godzinna drzemka jednego z moich kierowców.

Przejechałbym jeszcze więcej, gdyby nie godzinna drzemka jednego z moich kierowców.

Pod koniec dnia pogoda postanowiła dodać swoje trzy grosze i rozpętała się straszna burza z wielką ulewą. Mój kierowca jechał do miasta oddalonego parędziesiąt km od Pekinu do i miałem dwa wyjścia- albo łapać w takich warunkach, albo wziąć pociąg. Nie chcąc być znowu zmokłą kurą zdecydowałem się na tę drugą opcję.

DSCI2120

Do Hua Shan jechałem najtańszym, najzwyklejszym pociągiem i gdy zobaczyłem, że bilet do Pekinu na super szybki pociąg kosztuje 10 złotych (trafiłem na jakąś promocję) to nawet się nie zastanawiałem. Jedzie się strasznie szybko (ponad 300 km/h), ale praktycznie nie czuć tej prędkości. Wszystko jest cichutko, a cała podróż przebiegła mi bez najmniejszego nawet wstrząsu.

20150823_210742

W Pekinie byłem po 21 i ostatnimi kursami metra udało mi się dotrzeć do domu mojego gospodarza. Ale o tym co się działo w stolicy Państwa Środka jak i podsumowanie całej wyprawy przeczytacie już w następnym poście 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Autostopem do Chin i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *