Dzień 46-47. Hua Shan

Nie było lekko zerwać się z łóżka o 6 rano, nie było. Dojazd autobusem na dworzec nie sprawił mi żadnych trudności (dużo lepiej niż na początku ogarniam teraz transport miejski w Chinach). Na dworcu byłem po 8 rano i musiałem poczekać godzinę na mój pociąg do Hua Shan (jak ktoś się uprze to stopem też da radę dojechać z Xi’an, ale będzie to trudne i długie, a ja podobnie jak w Indiach chciałem ,,spróbować” lokalnego pociągu) 😀

DSCI1933

Na dworcu multum ludzi. Jeden rzut oka wystarczył, żeby stwierdzić, że większość koczowała już tutaj od paru godzin. Połowa zajadała się chińskimi zupkami (w Chinach prawie wszędzie (na dworcu również) można dostać wrzątek za darmo), podczas gdy druga połowa patrzyła na mnie jak na zombi. Zająłem strategiczne miejsce przy koszu na śmieci i czekałem. Strategiczne dlatego, bo nie było daleko od wyjścia na perony, a z drugiej strony z powodu ,,zapachu” teren wokół mnie był pusty. Nie zmienia to faktu, że jak otworzyli ,,bramę” i cały ten motłoch ruszył, to ja się tylko poddałem sile pędu, którą ten motłoch wytwarzał.

DSCI1936

Po chwili byłem w pociągu i czekał mnie mały szok- za bilet zapłaciłem 10 złotych, więc oczekiwałem, że będę miał co najwyżej miejsce stojące. Okazało się, że nie tylko mam siedzące, ale w dodatku nawet wygodne- to lubię! 🙂

DSCI1940

Po ponad 1.5 godzinie wylądowałem w Hua Shan. Obskoczyli mnie taksówkarze, ale wziąłem busa za 3.5 juana (stoją zaraz przy dworcu, nie sposób ich nie zauważyć) i po kilku kolejnych minutach znalazłem się przy kasach biletowych. Tam czekała mnie pozytywna niespodzianka- w przeciwieństwie do Terakotowej Armii, tutaj uwzględnili moją legitymację studencką i za wejście musiałem zapłacić ,,tylko” 90 juanów (,,atrakcje” w Chinach pochłonią lwią część mojego budżetu) i ruszyłem w stronę zachodniego wejścia.

Początek jest stosunkowo prosty- równo ułożona kostka i trochę wzniesień. Schody (i to dosłownie) zaczynają się potem. Początkowo łagodne, potem już niemal pionowe i da się wejść tylko używając łańcuchów.

20150815_173852

DSCI1956

DSCI1957

DSCI1958

Hua Shan składa się z 5 szczytów- północnego (dokąd najpierw należy dotrzeć) i pozostałych czterech, gdzie możemy dojść ze wspomnianego szczytu północnego. Mi wspinaczka na szczyt północny zajęła ładnych parę godzin- szczególnie końcówka dała mi się mocno we znaki. Plus był taki, że na szlaku nie było wielu ludzi i mogłem się w spokoju rozkoszować widokami.

DSCI1977

20150815_183311

20150815_185852

Wszystko zmieniło się, gdy dotarłem na szczyt północny- tam już czekała na mnie chmara Chińczyków, którzy dotarli tam używając kolejki (6 dyszek w jedną stronę) Myślałem, że mnie krew zaleje, jak jedna grubsza Chinka widząc, że odpoczywam stwierdziła, ,,to dopiero początek, dalej Europejczyku!” Kurwa, chyba dla Ciebie, ja wdrapywałem się na górę ładnych parę godzin, podczas gdy Ty siedziałaś na czterech literach i wcinałaś snikersa.  Tę uwagę zostawiłem jednak dla siebie.

Późnym popołudniem dotarłem na szczyt wschodni. Okazało się, że wbrew temu co niektórzy pisali swego czasu na forach i blogach, obecnie Chińczycy stali się cwani i już o 18 było na górze pełno rozstawionych namiotów. Ja ze sobą namiotu nie brałem (co tu dużo mówić, nie chciało mi się dźwigać) i ograniczyłem się do śpiworka. Dzięki temu dość szybko znalazłem sobie kącik, skąd nie groziło mi spadnięcie w nocy i… nie, nie zasnąłem szybko. Jak się ściemniło, to Chińczycy przynieśli ze sobą jakieś 4 razy więcej namiotów niż widziałem na początku i co chwilę ktoś mi dawał po oczach latarką.  Szczytem było jak ktoś bez namysłu próbował oddać mocz ze skały i gdyby nie moja szybka reakcja to dostałbym po oczach (fuuuuj!!!)

20150815_190959

20150815_192848

Nie nastawiałem budzika. Chwilę po godzinie piątej rano, gdy tylko pojawiły się pierwsze promienie Słońca to obudziły mnie błyski fleszy od aparatów i podekscytowane głosy. Ze szczytu wschodniego można obserwować codziennie (przy ładnej pogodzie) przepiękne wschody Słońca. Ja zaczekałem kilka minut, aż się rozbiegnie całe zbiegowisko i wówczas mogłem się rozkoszować widokiem.

20150816_055130

20150816_063118

Po śniadanku rozpocząłem wspinaczkę na najwyższy szczyt południowy, gdzie mieści też się słynna ,,Road In the sky”, czyli główny cel całej mojej wycieczki. Gdy parę miesięcy temu podjąłem decyzję, że znowu jadę do Azji to słynna ścieżka, przez co Hua Shan nazywa się często ,,najtrudniejszym szlakiem turystycznym na świecie” cały czas chodziła mi po głowie. Wiedziałem, że mogę sobie w trakcie drogi odpuścić pewne atrakcje z różnych względów, ale nie Hua Shan.

DSCI1951

Organizm odczuwał jeszcze bardzo trudy poprzedniego dnia, więc droga szła mi opornie. Koniec końców dopiero chwilę przed 10 byłem na miejscu. Musiałem odstać jakąś godzinę w kolejce i w końcu zobaczyłem na co się piszę.

Co tu dużo mówić nogi się pode mną ugięły. Idzie się po drewnianych deskach, które są zawieszone wysoko nad przepaścią, a jedyną asekuracją są dwie małe linki. Od razu mówię- jest to hardcore, raczej nie dla każdego. Ja w trakcie drogi dwa razy spojrzałem w dół i za drugim razem mało co nie zemdlałem. Samo zejście do wspomnianej ścieżki też jest wyzwaniem samym w sobie, bo schodzi się po metalowych, niemal pionowych schodach, przez co patrzy się cały czas w dół i widzi przed sobą wielką przepaść. Na zdjęciach tego nie widać, ale możecie mi wierzyć ja mało nie narobiłem w gacie.

DSCI1997

20150816_105506Po 13 byłem już ,,wolny” i postanowiłem wracać. Zdobycie trzech z pięciu szczytów w zupełności mi wystarczyło (jeśli nie uprawiacie zawodowo wspinaczki, to wam też wystarczy, możecie być pewni). Wracać postanowiłem wejściem wschodnim. Jest ono krótsze od zachodniego, ale zdecydowanie bardziej wymagające (praktycznie cały czas są schody) i zdecydowanie go nie polecam- zarówno przy wejściu (chyba, że np. chcecie się z tym zmierzyć sami dla siebie), a tym bardziej zejściu- mnie stawy bolały po tym przez 3 dni.

DSCI2002

Chińskie chodzenie po górach

Chińskie chodzenie po górach

Jak dotarłem na dół to musiałem wziąć autobus za 20 juanów, żeby dojechać w okolice kas biletowych. Chińczycy są mistrzami w zarabianiu pieniędzy od turystów. 99% osób bierze na szczyt kolejkę, ale co ciekawe autobus nie jest wliczony w cenę biletu, przez co przeciętny Chińczyk musi zapłacić 2 razy. Iść też się nie da, bo po obu stronach drogi są posterunki policji, gdzie nie pozwolą wam iść ,,dla waszego bezpieczeństwa”.

DSCI2007

Cała wyprawa zrobiła swoje i spod kas biletowych wsiadłem w autobus jadący na dworzec północny, podczas gdy musiałem się dostać na centralny. Wszyscy Chińczycy kazali mi wziąć taxi, ale ja się uparłem na busa. Szybko zrobiło się koło mnie wielkie zbiegowisko, każdy oddawał coś od siebie po chińsku, podczas gdy ja nic nie rozumiałem. Widząc bezsensowność rozmowy wsiadłem w tego samego busa, którym przyjechałem, a następnie w kolejnego już na właściwy dworzec.

Tam czekała mnie kolejna przeprawa- kupno biletu powrotnego. Po 10 minutach rozmowy, udało mi się pojąć, że pociągu nie ma już miejsc siedzących, ale jeśli się chcę to mogę kupić stojące za połowę ceny, czyli 5 złotych (PKP też mogłoby tak robić, a nie sprzedawać bilety w pociągach TLK po normalnej stawce, nawet gdy nie ma już miejsc).

Na szczęście w pociągu i tak znalazłem miejsce siedzące i jakoś po 22 wylądowałem z powrotem w domu.

PORADY PRAKTYCZNE:

-Najtaniej (i najlepiej) dostać się z Xi’an do Hua Shan pociągiem, za około 10 złotych. Jeśli komuś zależy na czasie może wziąć superszybki pociąg (lepiej niż Pendolino) przez co podróż skróci się do pół godziny, ale będzie też parokrotnie droższa (w obu miastach superszybkie pociągi odjeżdżają z dworców północnych).

– Weźcie ze sobą dużo wody i jedzenie. Ja miałem 4 litry, a i tak mi nie wystarczyło (było strasznie gorąco). Na szlaku zachodnim znajdziecie mnóstwo miejsc, gdzie można kupić wodę i jedzenie (na wschodnim nie ma NIC!), ale ceny są bardzo wysokie (jak na Chiny). Na szlaku zachodnim znajdziecie parę miejsc, gdzie można zaczerpnąć wody z górskich strumyków (ja tak robiłem). Za to w prawie żadnej toalecie nie znajdziecie kranu z wodą (nie wiem czy to niecelowe działanie Chińczyków, żeby kupować wodę w butelkach). Ja wodę znalazłem w jednej toalecie (na szczycie północnym, jak się zaczyna droga na pozostałe). Była mętna, ale użyłem tabletek do uzdatniania wody i było ok.

-Za przejście po ,,Road In the sky” będziecie musieli zapłacić ekstra 30 juanów. Chińczycy zdzierają kasę, ale akurat tutaj warto i szczerze polecam jeśli ktoś czuje się na siłach.

-Spod kas biletowych do wejścia zachodniego kursują DARMOWE autobusy. Idźcie po prostu przed siebie- jak zauważycie, że wszyscy Chińczycy idą w przeciwną stronę, to znaczy, że jesteście na dobrej drodze 🙂

– Na koniec chciałbym bardzo podziękować Anii i Rafałowi z bloga nakręceni.in, których wskazówki bardzo ułatwiły mi zaplanowanie podróży. Aaa i jeszcze jedno- Ci co mnie bliżej znają to wiedzą, że mam ogromny, naprawdę ogromny lęk wysokości. Jak widać, jak się bardzo chce, to nie ma rzeczy niemożliwych 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Autostopem do Chin i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *