Dzien 43-45. Terakotowa armia i ,,zwykli” Chinczycy

Obudziłem się po 6 i już przed 7 próbowałem łapać jakieś auta na stacji. W ciągu godziny pojawiła się na niej tylko… karetka, która jechała jednak w drugą stronę. Nie mając innego wyjścia zrobiłem parę kroków w stronę autostrady i zacząłem łapać (chociaż formalnie dalej byłem jeszcze na terenie stacji).

DSCI1889

Zatrzymało mi się 3 kierowców, ale wszyscy jechali do miasta, gdzie wylądowałem na chwilę zeszłej nocy. Czwarty z kolei kierowca pokazał mi, że jedzie prosto. Wsiadłem i….wysiadłem po minucie, bo okazało się, że też skręca do miasta. Ehh Ci Chińczycy…

W końcu po kolejnych 30 minutach zatrzymała mi się grupka mężczyzn, która podrzuciła mnie jakieś 30 km do bramek na autostradzie, czyli najlepszym miejscu do łapania stopa w Chinach. Myślałem, że złapię coś raz dwa i pewnie by tak było, na moje nieszczęście przyczepiła się jednak do mnie policja, a potem funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa do Spraw Cudzoziemców (nawet nie wiedziałem, że coś takiego istnieje). Było groźnie i mało nie skończyło się na areszcie, ale jakoś udało mi się ze wszystkiego wybrnąć- bedzie co opowiadac na prezentacjach, na ktore juz teraz serdecznie zapraszam 🙂

Po ponad 3 godzinach byłem wreszcie ,,wolny” i tak jak wcześniej przewidywałem auto miałem po minucie, od razu na 150 km. Zgodnie z moją prośbą zostałem wysadzony na bramkach i kolejna podwózka okazała się być kwestią… 30 sekund. Mało tego zatrzymało mi się od razu auto do Xi’an, czyli celu mojej podróży!

Tu masz jechac, nie tam! Czyli ,,rozmowa" z Chinczykami

Tu masz jechac, nie tam! Czyli ,,rozmowa” z Chinczykami

Wzięła mnie rodzinka z dziećmi. Niestety nikt nie mówił po angielsku. To jest minus autostopu w Chinach- do tej pory nie miałem jeszcze kierowcy, który mówił by dość płynnie po angielsku czy rosyjsku. Powoduje to oczywiście, że państwie środka rozmowa z kierowcami nie jest zbyt łatwa, przez co odpada jednocześnie największy atut autostopu, w odróżnieniu od innych form podróżowania, czyli właśnie rozmowa (coś mi nie pasuje w tym zdaniu, ale jest późno w nocy i nie chce mi się myśleć, wybaczcie)

Z ,,moją” rodzinką jechaliśmy razem 6 godzin. Teren zaczął się zmieniać i znowu wjechaliśmy w góry. Powtórze się, ale muszę jeszcze raz napisać, że w Chinach mają świetne drogi i zbudowanie kilkukilometrowych tuneli w górach na wzór Szwajcarii czy Francji to dla Chińczyków żaden problem. Niestety pogoda się popsuła i nie mogłem zrobić dobrego zdjęcia.

DSCI1900

W Xi’an byliśmy chwilę przed 20 i całe szczęście, że moi kierowcy zgodzili się mnie zawieźć do dzielnicy, gdzie mieszkał mój host, bo inaczej nie wiem jakbym trafił. Pisałem, że Hohhot jest duże…Xi’an jest jeszcze większe i żyje w nim bagatela 10 mln ludzi. Jeśli chcemy się przedrzeć przez miasto to dojazd autem z jednego krańca na drugi zajmie nam jakieś 3 godziny.

Mój host dość specyficznie podchodził do sprawy CS. Dostalem klucze do budynku szkoły (która w wakacje stoi pusta) i dał mi całkowicie wolną rekę. Z jednej strony było to miłe, ale z drugiej w Xi’an szukałem też kogoś, z kim mógłbym zwiedzić miasto, a tak następnego dnia musiałem sobie radzić samodzielnie.

Już po wyjściu z mieszkania natrafiłem na potężny problem, bo moje obie karty dalej nie działały i nie miałem nawet drobnych na autobus. O ile w Hohhot cały czas był ze mną Han, o tyle tutaj mogłem liczyć tylko na pomoc chińczyków, którzy na moje pytanie ,,Do you know where is cash machine”? odpowiadali ,,I am fine, and you?”

Co tu dużo mówić, chyba po raz pierwszy od początku podróży poczułem się trochę ,,zagubiony” i przytłoczony tym wszystkim, ale szybko się otrząsnąłem i zacząłem działać. W jednym z banków spotkałem dziewczynę, która mówiła po angielsku i w końcu w 4 z kolei banku udało mi się użyć moich kart i wypłacić gotówkę. Wspomniana dziewczyna pokazała mi od razu autobus w stronę dworca i ruszyłem.

20150813_111244

Moim celem tego dnia była Terakotowa Armia, chyba drugie, najważniejsze w Chinach ,,must see” po Wielkim Murze. Nie chcę was zanudzać, pisząc teraz dwie strony o historii tego miejsca, w każdym razie wierzcie mi, że w każdym przewodniku znajdziecie informację, że wręcz ,,trzeba” tam jechać, a samo miejsce określa się czasami wręcz jako ,,ósmy cud świata”.

Wysiadłem z autobusu i zaraz mnie obskoczyli taksówkarze, których szybko zbyłem. Grobowiec terakotowej armii znajduje się już poza Xi’an i nie da się do niego dojść piechotą. Nie dajcie się zwieźć jak 99% turystów i blogerów (w tym z Polski) i nie wejdźcie do autobusów oznaczonych po angielsku napisami ,,Terracotta army”, bo za sam bilet w jedną stronę zapłacicie 40 juanów. Ja grzecznie ustawiłem się w kolejce za Chińczykami do autobusu nr 306 (który nie jest w żaden sposób oznaczony, ale raz dwa go rozpoznacie po kolejce ludzi) i po 15 minutach już siedziałem w środku, płacąc za bilet  5 juanów. Droga trwa koło dwóch godzin, pamiętajcie żeby wziąć ze sobą przede wszystkim dużo wody, bo już na miejscu wszystko jest bardzo drogie. W autobusie poznałem Joana, Chińczyka, który mówił dość płynnie po angielsku, więc podróż minęła mi dość szybko.

20150813_115830

Jak znaleźliśmy się koło kas, to zgodnie z tym co piszą niemal wszyscy blogerzy, zamierzałem użyć swojej polskiej legitymacji studenckiej, dzięki czemu bilet miał być dużo tańszy. Baa, niektórzy nawet napisali (z grzeczności nie będę podawał linku), że babce w okienku można nawet pokazać dowód, a ona nie znając angielskiego na to pójdzie i sprzeda wam bilet ulgowy. To wszystko to jedna, wielka BUJDA.

Widząc moją międzynarodową legitymację studencką, Pani w okienku mi pokazała tylko na informację po angielsku, gdzie widniało, że zniżka przysługuje tylko studentom, którzy posiadają chińską legitymację studencką, a inne nie są akceptowalne. Nie zamierzałem płacić za bilet 150 juanów (jakieś 80 złotych- atrakcje turystyczne w Chinach są wręcz cholernie, cholernie drogie) i razem z moim nowym kolegą zaczęliśmy kombinować. Kupił mi on bilet ,,na siebie”, a następnie go dał. Już się cieszyłem, że udało mi się zaoszczędzić, ale moja radość trwała bardzo krótko, bo okazało się, że na wejściu bardzo dokładnie wszystko sprawdzają i 4 razy byłem odsyłany z powrotem do kas, z powodu nieposiadania chińskiej legitymacji (na polską nawet nie chcieli patrzeć). Byłem w kropce, bo z jednej strony zobaczenie Terakotowej Armii było kolejnym, małym marzeniem, ale z drugiej wydawać na to ponad 8 dych…. Na szczęście z pomocą przyszedł mi znowu Joan, który za pomocą nie do końca jasnych dla mnie sposobów kupił mi normalny bilet za 100 juanów (Nie wiem jak to zrobił, w każdym razie na pewno za niego nie płacił)

Już po wejściu trzeba przejść przez park, gdzie przechodzi się przez kolejne dwie kontrole (tym samym mogę wam na 100% powiedzieć, że przekręt z legitymacją wam nie wyjdzie) i w końcu znaleźliśmy się w ogromnej hali z figurami żołnierzy Terakotowej Armii.

20150813_144421

20150813_144514

20150813_150640

Po raz pierwszy w życiu zobaczyłem na czym polega ,,chińska turystyka” i muszę wam powiedzieć, że wygląda to strasznie (ten kto kiedyś był w Chinach to wie o czym mówię) Z powodu ogromnych tłumów nie da się praktycznie nic zobaczyć, a Chińczycy są zainteresowani tylko i wyłącznie robieniem zdjęć co 5 sekund, zupełnie nie przejmując się historią tego miejsca.

Przez to wszystko ja już miałem dość po 2 godzinach i razem z Joanem postanowiliśmy wracać do Xi’an. Jeśli kiedykolwiek będziecie się zastanawiali czy ,,odwiedzić” Terakotową Armię, to uczciwie wam radzę, że nie jest to warte tych 150 juanów, bo nie zobaczycie praktycznie nic tylko tłumy ludzi. I mówię wam to ja student, a obecnie nauczyciel historii.

20150813_151457

W Xi’an byłem z powrotem o 18, pożegnałem się z Joanem i poszedłem kupić bilet na pociąg do Hua Shan, gdzie chciałem jechać za dwa dni. Wbrew moim obawom, na dworcu wcale nie było jakiś wielkich tłumów i po 5 minutach stania w kolejce stanąłem przed Panią zasiadającą po drugiej stronie okienka.

Po chińsku znam 2 słowa. ,,Nihao (Witam) i Siesie (dziękuję). Można więc powiedzieć, że znam chiński w podobnym stopniu, jak niektórzy Polacy norweski, wyjeżdżający do tego kraju pracować na budowach, więc nie było tragedii. Jak tylko powiedziałem ,,nihao” i Pani spojrzała na mnie z nad monitora to zobaczyłem w jej oczach zaciekawienie, które po moim następnym pytaniu ,,Do you speak English?” przerodziło się w strach. I weź tu kup bilet na najtańszy pociąg, w najtańszej klasie, gdy nie wiesz nawet jak zacząć. Wyciągnałem telefon, włączyłem Google translatora (polecam sobie ściągnąć języki w wersji offline- zajmują kupę miejsca, ale naprawdę warto) i zaczeliśmy ,,rozmowę”. Po jakiś 5 minutach panienka załapała wreszcie o co mi chodzi i za 19 juanów (10 złotych) sprzedała mi bilet.

Gdy wyszedłem ze stacji to mój żołądek zaczął się wreszcie upominać o swoje prawa i za poradami innych postanowiłem przejść się do dzielnicy muzułmańskiej, gdzie ,,wszystko jest tanie i dobre”. O ile z tym 2 się zgodzę (jedzenie jest pyszne) o tyle z tym pierwszym już nie, bo z powodu ogromnej ilości turystów, ceny są dwukrotnie- trzykrotnie wyższe niż w innych częściach miastach (co i tak sprawia, że za 10-15 złotych najecie się do syta).

20150813_190458

20150813_191037

20150813_192755

Ja nie dałem się wrobić i kupiłem lokalne ,,przysmaki” kilka ulic dalej płacąc za wszystko… 5 złotych. Tanio, smacznie, lokalnie i ostro- tego mi było trzeba (chociaż z tym ostatnim to aż przesadziłem, bo nie będąc świadomy tego co robię, na pytanie Pani ,,na ostro czy łagodnie”? odpowiedziałem ,,na ostro”. Żałowałem tego później bardzo, gdy w środku nocy na tron wezwała mnie toaleta. Takie życie.

20150813_200851

O 8 rano obudziła mnie moja ,,Pani” host. Zdziwiłem się co robi w szkole i to w dodatku o tej godzinie, a ta powiedziała mi, że za trochę ponad godzinę przyjdą uczniowie na lekcję języka angielskiego i bardzo by się ucieszyła jeśli bym wziął w niej udział. Widząc w tym szanse nauki chińskich dzieci (zawsze kolejny punkt w CV, a co!), zgodziłem się bez wahania.

Gdy zaczęli przychodzić pierwsi ,,uczniowie” to szybko stało się jasne, że są to normalne, dorosłe osoby. Może i bym się ucieszył z tego wszystkiego, ale ,,lekcja” miała bardziej charakter prezentacji jakiegoś ,,leku”, który miał mieć podobne właściwości do mleka (WTF?!), w dodatku prowadzona głównie po chińsku, więc….głównie siedziałem i się nudziłem.

20150814_104012

20150814_114635

Na szczęście po dwóch godzinach wszystko się skończyło i przygotowano mi tradycyjną chińską herbatę, oraz jedzenie (coraz lepiej idzie mi z pałeczkami). W trakcie następnych czterech godzin mogłem porozmawiać z moimi niedoszłymi ,,uczniami” o wszystkim. Chińczycy to dla mnie specyficzny naród. Niegrzecznie jest ułożyć pałeczki na stole nierównolegle do siebie, ale siorbanie, bekanie czy nawet za przeproszeniem pierdzenie przy stole jest normą. Dziwi mnie też ich fakt postrzegania świata. Rozmowa zeszła jakoś na tematy związane z kartami SIM i powiedziałem zgodnie z prawdą, że w Polsce możną ją kupić bez żadnej rejestracji i formalności. Chińczycy pozostali niewzruszeni. Gdy zapytałem o fb konto miała na nim tylko jedna osoba (FB, Google, czy gmail są formalnie blokowane i żeby tego używać należy korzystać z nielegalnego oprogramowania). Nawet jeśli ktoś był w Europie czy USA kilka lat, to po powrocie do kraju nie ciągnie go do ,,wolności”. Ludzie nie zwracają uwagi na to, że wiele rzeczy jest blokowanych i niedostępnych dla przeciętnego Kowalskiego. Wszystko dzieje się jakby ,,obok”. Nie wiem co ma wpływ na taki stan rzeczy- wychowanie, telewizyjna propaganda, wiara w sukces własnego kraju? Trudno powiedzieć.

20150814_122202

Co tu jednak dużo mówić, Europejczycy mają wśród Chinek straszne, straszne wzięcie. Jak tak rozmawialiśmy to od razu widziałem jak dziewczyny na mnie ,,lecą”. I nie, nie uważam się za jakiegoś Casanovę czy coś, tak tu po prostu jest. Może trochę gorzej niż w Iranie (tam to już w ogóle jest masakra), ale co chwilę słyszałem jaki jestem przystojny, do kiedy będę w Xi’an, czy mam dzisiaj wolny wieczór, bo możemy iść na herbatę itd. Mówię wam, jeśli ktoś nie może sobie znaleźć dziewczyny/żony w Polsce to niech przylatuje do Chin (ewentualnie Iran, ale tam wchodzi islam) i znajdzie kobietę raz dwa. Jeśli nie spieprzycie sprawy to od razu na starcie wasze akcje będą stały wyżej, niż choćby nie wiem jak umięśnionego Chińczyka.

Pod wieczór wybrałem się jeszcze do centrum miasta zobaczyć główne atrakcje. Xi’an niestety nie powala- multum ludzi, duszno i brudno na ulicach. Jedzenie jednak jest pyszne (chyba zakochałem się w chińskim, ,,ulicznym” jedzeniu 🙂

W następnym wpisie Hua Shan, czyli relacja z najtrudniejszego, turystycznego szlaku na świecie, a wy zamawiajcie pocztówki z Chin. Termin tylko do dzisiaj! Wiecej: klik

Ten wpis został opublikowany w kategorii Autostopem do Chin i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *