Dzien 41-42. Chiny- pierwsze starcie

Naszym pierwszym celem tego dnia były biura chińskiego operatora telefonii komórkowej (China Mobile), bo chciałem sobie kupić chińską kartę SIM. Oczywiście już na dzień dobry natrafiłem na problemy, bo okazało się, że potrzebna jest do tego rejestracja i masa innych papierów. Poprosiłem więc mojego gospodarza czy mógłby kupić kartę SIM ,,na siebie”, a następnie mi ją dać. Zgodził się bez problemu.

Jaka karta SIM? Ja nic nie wiem, prosze pokazac mi swoj chinski paszport....

Jaka karta SIM? Ja nic nie wiem, prosze pokazac mi swoj chinski paszport….

Okazało się jednak, że Chińczycy są ,,sprytni” i za samą kartę SIM liczą sobie ponad 60 złotych. Nie chciałem zapłacić tego haraczu, więc poszliśmy do innego punktu, gdzie usłyszeliśmy to samo. Efekt był taki, że w końcu nie kupiłem tej karty SIM i postanowiłem liczyć na ,,dobroć” kierowców.

Następnie udaliśmy się do centrum i powiem wam tak- może i Chiny to kraj komunistyczny, gdzie nie ma wolności itd. ale to jak wygląda miasto w centrum to tylko pozazdrościć. Wszędzie wysokie wieżowce, wszystko odnowione i zadbane. Może to zabrzmi głupio, ale wieczorem pomyślałem w pierwszej chwili jakbym był znowu w NY. Wcale się nie dziwię, że Chińczycy są w stanie ,,zrezygnować” z różnych wolności, bo prawda jest taka, że ich kraj rośnie w oczach i tyle budujących się obiektów w tym samym momencie, w jednym miejscu to nie widziałem nigdy w życiu.

DSCI1819

DSCI1850

Ogloszenia prostytutek sa przyklejone do chodnikow i nie sposob sie ich pozbyc- dobra reklama

Ogloszenia prostytutek sa przyklejone do chodnikow i nie sposob sie ich pozbyc- dobra reklama

Po spacerze w centrum Han zabrał mnie na obiad. I to nie byle jaki! Poszliśmy do knajpki, gdzie po wejściu samemu nakłada się dowolne ilości jedzenia, a wybór jest ogromny. Od małży, poprzez sushi, tradycyjnego chińskiego kurczaka kończąc na grzybach, które nazywają się w najprostszym tłumaczeniu ,,widzimy się jutro” (Domyślcie się dlaczego, dla ułatwienia wam powiem, że ja cały następny poranek spędziłem ,,na tronie”) Mało tego poza jedzeniem można brać wina, piwa, różne drinki, wszystko czego dusza zapragnie. I najważniejsze- wszystko kosztuje za osobę…10 złotych. Chiny są śmiesznie tanie.

DSCI1838

DSCI1843

W knajpce bylismy 2.5 godziny, a ja nie zjadłem potem już nic tego dnia. Początkowo miałem ogromne problemy, żeby jeść pałeczkami i to mój gospodarz zjadł jakieś 80% wszystkiego (nie mam pojęcia, gdzie on to wszystko zmieścił, bo jest mniej więcej mojej postury.)

20150810_140013

O 17 trafiliśmy na typowo chiński… bazar! Możecie tu kupić naprawdę wszystko za psie pieniądze, jeansy za 5 złotych to norma. Wszędzie jest mega głośno i królują zapachy ,,orientalne”. Prawdziwe Chiny.

Spodnie za piataka? Nic tylko brac!

Spodnie za piataka? Nic tylko brac!

W międzyczasie zwiedziliśmy jedną z największych buddyjskich świątyń w kraju. Zgodnie z nakazem obeszliśmy ją raz dookoła zgodnie z ruchem wskazówek zegara (inaczej pod żadnym pozorem nie można) Może Budda sprawi, że dalej będę miał szczęście w tej wyprawie 🙂

DSCI1875

DSCI1873

DSCI1871

Znajda sie wsrod was smakosze kurzych lapek? :)

Znajda sie wsrod was smakosze kurzych lapek? 🙂

Wieczorem postanowiliśmy już wracać do domu, co zajęło nam…blisko 2 godziny. Han mieszkał na obrzeżach, a w Hohhot żyje blisko 3 mln ludzi (co jak na Chiny to i tak nie dużo). Nie ma metra, więc na ulicach panują ogromne korki. To jest niewątpliwy minus Chin- ogromna ilość ludzi i tania benzyna sprawiają, że rano i wieczorem praktycznie nie da się jeździć po ulicach.

Jak wróciliśmy do domu to czekało nas jeszcze spotkanie ze znajomymi Hana (wszyscy zrobili sobie ze mną chyba z 50 zdjęć) i koło pierwszej w nocy poszliśmy spać.

Mój gospodarz okazał się być wielkim śpiochem i wstał dopiero przed 10 (swoją drogą jemu to dobrze- nie ma teraz roku akademickiego, więc ma wolne- przy okazji oczywiście dalej dostaje stypendium). Zjedliśmy śniadanie, a Han oprowadził mnie po swoich laboratoriach (w Polsce można chyba takie policzyć na palcach jednej ręki).

20150811_112142

20150811_112133

Potem pojawił się problem. Podczas wypłaty w bankomacie moja karta została zablokowana przez bank. Musiałem wrócić do domu i dzwonić na infolinię. Po 20 minutach rozmowy, gdy Pani stwierdziła, że wszystko jest już ok. poszedłem po raz kolejny do bankomatu i… znowu było to samo. Wiązało się to z ponownym telefonem, słuchaniem idiotycznej melodyjki, a na końcu Pani powiedziała, że nie wie do końca o co chodzi, ale kartę odblokowała. To dziwne, że ta sama karta działała mi w Pakistanie czy w Mongolii, a w Chinach jest problem.

Spakowałem się i razem z Hanem pojechaliśmy na wylotówkę. Dojazd autobusami zajął nam 2.5 godziny, bo musieliśmy się ,,przebić” na zupełnie inną stronę miasta. Mój gospodarz chciał, żebym wziął autobus, bo ,,tutaj nikt Ci się nie zatrzyma”, ale ja widząc jakie wzbudzam zainteresowanie byłem zupełnie innego zdania i miałem rację. Auto miałem po 10 minutach i to od razu na 300 km. Wziął mnie facet, który jechał….z kochanką. Żeby było ,,śmieszniej” do żony (kochanka wysiadła 50 km wcześniej). Znał angielski w komunikatywnym stopniu i jakoś dawaliśmy radę się dogadywać. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że chińscy kierowcy zazwyczaj znają podstawowe zwroty po angielsku, tylko są trochę ,,nieśmiali”, żeby ich używać. Dlatego trzeba ich często ,,zachęcić” do rozmowy. Niestety kiepsko wyszedłem na tym ,,zachęcaniu”, bo przegapiłem jak mój kierowca zjechał z autostrady i wjechałem kawałek do miasta.

20150811_175821

DSCI1880

W Ordonus (miasta, do którego wjechałem) odbywały się jakieś ważne uroczystości państwowe i na drogach było pełno policji. Nie namyślając się wiele postanowiłem wracać na autostradę, bo szanse na złapanie auta w mieście były znikome. Niestety wszędzie były checkopointy z policjantami i gdy chińscy stróże prawa zobaczyli, że po raz drugi próbuję wejść na autostradę to zostałem ostrzeżony, że ponowna próba ,,źle się skończy” Łapałem w mieście, ale nic nie wychodziło i gdy się ściemniło to postanowiłem jednak zaryzykować (wiem, to było głupie, nie hejtujcie). Idąc przez jakieś błota i lasy, czołgając się pod barierkami i uciekając jak najdalej od źródeł światła udało mi się przemknąć koło policjantów będąc niezauważonym.

Łapanie w nocy aut na autostradzie jest co najmniej idiotyczne, na szczęście szybko znalazłem stację benzynową, gdzie mogłem rozbić namiot i się przespać.

Jeśli ten wpis Ci się podobał to przypominam, że akcja pocztówka dla hospicjum trwa już tylko do 23 sierpnia! Więcej tutaj: klik

Ten wpis został opublikowany w kategorii Autostopem do Chin i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *