Dzień 38-40. Pustynia Gobi i witamy w Chinach!

Tego dnia miałem już jechać na Pustynię Gobi, a następnie przekroczyć granicę z Chinami. Po śniadaniu, gdy byłem już spakowany i gotowy do drogi mój gospodarz przyszedł do mnie i powiedział, że zaprasza nas do siebie jego brat, który mieszka blisko tzw. ,,Małej Gobi”, która jest jednak w zupełnie innym kierunku, niż ,,normalna”. Dość mocno kolidowało to z moimi planami, ale ostatecznie po raz kolejny zwyciężyła chęć zobaczenia ,,dzikiej” Mongolii i postanowiłem opóźnić swój wyjazd o jeden dzień.

Mój host stwierdził, że możemy jechać po 12, bo wcześniej musi skoczyć ,,na chwilę” po coś do pracy. Uznałem, że bez sensu jest wychodzić na miasto na półtorej godziny i zostałem w domu. Tym sposobem czekałem na niego do…13. Jak wrócił to zjedliśmy już obiad i koniec końców okazało się, że pojedziemy z jego znajomym, który kończy pracę o 16. Czekaliśmy do 16, potem 17 i 18. W końcu przed 19 zapytałem się Natsgardorj kiedy w końcu pojedziemy. Okazało się, że żona kolegi mojego hosta, nie pozwoliła nigdzie jechać mężowi na weekend (czyżby w Mongolii rządził feminizm?) Efekt był taki, że nigdzie nie pojechaliśmy, a ja straciłem cały dzień. Trzeba uczciwie przyznać, że mój host tym razem spieprzył trochę sprawę. Nie zmienia to faktu, że za wszystkie pozostałe rzeczy, które dla mnie zrobił będę mu wdzięczny do końca życia.

20150808_123440 - Kopia

Następnego dnia po śniadaniu mogłem wreszcie ruszyć. Mój gospodarz dał mi nie tylko podwózkę na obrzeża Ułan- Bator, ale podrzucił od razu kolejne 30 km dalej, bo ,,tam będzie Ci lepiej łapać”. Mało tego…. Pomógł mi zatrzymywać auta, rozmawiając z kierowcami po mongolsku. Tym sposobem po 5 minutach miałem transport na 200 km. Natsagdorj to naprawdę wspaniały człowiek.

Pierwszą podwózkę dała mi bardzo zamożna rodzinka, gdzie…. Wszyscy mówili po angielsku. Już po 10 minutach mój kierowca zaproponował mi pracę jako nauczyciel w jednej z jego prywatnych szkół. Lepsze pieniądze niż w Polsce, bezpłatny lot.  Stwierdził, że jeśli kiedykolwiek będę w Mongolii po raz kolejny to mam dzwonić. Muszę się poważnie zastanowić nad tę propozycją.

20150808_143709

Wysiadlem i od razu obskoczyli mnie taksówkarze proponując wręcz nieprzyzwoite pieniądzę za podwózkę. Przeszedłem jakiś kilometr i znowu wyciągałem kciuka. Następne auto miałem po 20 minutach. Nie dlatego, że nikt mi się nie zatrzymał, tylko….nic w tym czasie nie jechało w moim kierunku. W końcu wzięło mnie dwóch sympatycznych mężczyzn, którzy mówili po rosyjsku. Szybko też się okazało, że pół godziny temu jeden z nich do mnie podchodził i się pytał czy nie potrzebuję podwózki, ale ja wziąłem go za taksówkarza i spławiłem… zrobiło mi się trochę głupio, więc dałem im później polską flagę z czego niezmiernie się ucieszyli 🙂

Po blisko 200 km, gdy miałem już wysiadać moi kierowcy dali mi propozycje. Mogę wysiaść i jechać dalej, albo pojechać z nimi do małej wioski w Gobi, gdzie się prześpimy, a jutra z samego rana jechać z nimi do granicy. Nie trzeba mi było tego dwa razy powtarzać- spędzić noc w małej, mongolskiej wiosce odciętej od świata gdzieś na Pustyni Gobi? W to mi graj! 🙂

DSCI1772

20150808_191441

Jak tylko zjechaliśmy z głównej drogi to się  zaczęło. Tam gdzie nie ma asfaltu Mongołowie ,,wyznaczają” sobie po kilka dróg odległych od siebie o paręset metrów. Z tego tytułu autostop jest strasznie ciężki w takim terenie, bo nigdy nie wiesz, po której koleinie będzie jechało auto. Jechaliśmy tak blisko 2 godz, a po drodze wyprzedziło nas multum ludzi na koniach (w takim terenie koń sprawdza się dużo lepiej niż samochód) Gdy dotarliśmy do wioski moich gospodarzy to niemal od razu stałem się sensacją i zaprowadzono mnie do jednej z jurt, gdzie zostałem nakarmiony typowo mongolskimi daniami, jak buuc i choszur oraz kumysem, czyli mongolskim napojem alkoholowym na bazie mleka klaczy. Smak jest hardcorowy, ale spróbować zawsze można 🙂 Muszę wam też napisać, że jedzenie w Mongolii nie jest bardzo wykwintne i królują tu typowo tłuste potrawy. Wpływ na to ma przede wszystkim jakość ziemi- ciężko hodować jakieś warzywa czy owoce na stepie.

DSCI1784

DSCI1795

DSCI1799

20150808_202800

Po posiłku, trzygodzinnej rozmowie skąd jestem i co tu robię pozwolono mi spać…w jurcie! Było to moje kolejne małe marzenie które udało mi się spełnić. Trzeba przyznać, że było mi dość zimno (temperatura w nocy na pustyni gwałtownie spada- sam nie wiem jak oni tu w zime mieszkają), ale nie było tragedii.

Następnego dnia mieliśmy ruszyć już koło 6 rano, niestety w nocy w samochodzie padł akumulator. Na takim odludziu to nie lada problem i ku granicy z Chinami, która była oddalona o jakieś 100 km ruszyliśmy dopiero po 8.

20150809_064238

20150808_153429

Po 10 wysiadłem na granicy i powiem wam, że granica mongolsko- chińska to jedno z najdziwniejszych przejsc granicznych, jakie do tej pory przekraczałem w swoim życiu. Nie można jej przekroczyć pieszo i przejechać mogą przez nią tylko konkretne modele aut. Z tego tytułu biznes taksówkarzy na granicy kwitnie i nikt, zupełnie nikt nie chciał mnie wziąć za darmo. Po ponad godzinie czekania zgodziłem się zapłacić niecałe 20 złotych i pojechaliśmy. Oczywiście mógłbym zrobić to taniej (np. wziąć busa, potem kolejnego, a w końcu złapać auto), ale nie chciało mi się w to bawić, szczególnie że tego dnia ruch na granicy był ogromny i samo dopchanie się do okienka z moimi dwoma plecakami zajęło mi 20 minut.

DSCI1804

Samo przekroczenie granicy jest standardowe, w Mongolii nikt nie sprawdził nawet mojego plecaka. Jak tylko przejechałem ziemię niczyją i moim oczom ukazał się ogromny i nowoczesny budynek po chińskiej stronie to co tu dużo mówić podrapałem się tylko po głowie ze zdziwienia. Na szczęście Chińczycy też się mną zbyt nie zainteresowali i babka, która siedziała na rentgenie była zainteresowana bardziej grą w Angry Birds na telefonie niż zawartością mojego plecaka (i dobrze, bo bałem się, że mi zabiorą gaz pieprzowy). Potem pieczątka, krótka kolejka do wyjścia i mogłem krzyknąć…witamy w Chinach! Jak tylko wyszedłem z budynku granicznego i wjechaliśmy do miasta to moje zdziwienie zastąpił… szok! Wszystko odnowione, wysokie wieżowce, świetne drogi i pełno ludzi. Gdyby nie chińskie znaczki, tuk-tuki no i jeszcze parę innych ,,rzeczy” to poczułbym się wręcz jak w Europie 😀

DSCI1856

 

Latarnie uliczne zasilane przez Slonce i wiatr- i kto dalej twierdzi, ze Chiny tylko zatruwaja nasza atmosfere (co wcale nie znaczy, ze zupelnie tego nie robia)

Latarnie uliczne zasilane przez Slonce i wiatr- i kto dalej twierdzi, ze Chiny tylko zatruwaja nasza atmosfere (co wcale nie znaczy, ze zupelnie tego nie robia)

Zostałem wysadzony w centrum miasta, więc czekał mnie około 3 kilometrowy marsz na wylotówkę. Zajęło mi to blisko dwie godziny. Bynajmniej nie dlatego, że szedłem tak wolno, tylko w Chinach jestem sensacją numer jeden i co druga osoba spotkana na ulicy chciała sobie ze mną zrobić zdjęcie, a mi głupio było odmawiać.

Łapać zacząłem koło 13 i pierwsze auto miałem po 5 minutach. Kierowcy nie mówili nic po angielsku, ani rosyjsku, na szczęście genialnie sprawdził się mój list autostopowicza (więcej o tym pisałem w poprzednim poście) i zgodzili się mnie podrzucić 300 km. Mało tego po chwili zabraliśmy z drogi kolejnego autostopowicza, Wowę z Białorusi! Jeździ on już sobie stopem po świecie pół roku i nie wie kiedy skończy. Baaardzo przyjemny facet, a naszą wspólną rozmowę na migi z naszymi chińskimi kierowcami to tylko można było nagrać i opublikować na youtube tak to śmiesznie wyglądało.

20150809_141911

Mimo godzinnego postoju na naprawę auta dystans 300 km zrobiliśmy tylko w cztery godziny. Chińskie drogi są super, autostrady są niemal wszędzie (i to nie takie jak w Mongolii czy Rosji, ale takie ,,prawdziwe”, europejskie) i można jechać ile wlezie.

20150809_144153

Wowa chciał jechać z moimi kierowcami dalej (jechali oni aż do Pekinu), a ja musiałem skręcić do Hohhot i nie wiedziałem za bardzo, gdzie wysiąść. Mogłem to oczywiście zrobić na autostradzie, ale nie wiedziałem jak zareaguje na to chińska policja. Po krótkim namyśle zdecydowałem się wysiąść kawałek dalej koło bramek, pobierających opłaty za przejazd. Niestety miejsce nie było najlepsze, bo kierowcy kiepsko mnie widzieli. W ciągu 30 minut zatrzymało mi się dwóch, ale jechali oni w zupełnie innym kierunku. Wówczas postanowiłem zaryzykować i przejść kawałek dalej, na jeden z wjazdów na autostradę, gdzie było szerokie pobocze. Auto miałem po 3 minutach i to od razu do celu mojej podróży. Niestety mój kierowca dostał chwilę potem mandat- nie dlatego, że zatrzymał się w miejscu niedozwolonym (policja miała to całkowicie w 4 literach), ale dlatego, że 5 minut wcześniej zawracał na autostradzie. Nie wiem, czemu chinak policja podeszła do sprawy tak a nie inaczej.

Do Hohhot dotarliśmy koło 21, a przyjąć mnie pod swój dach zgodził się Han, 26 letni student studiów doktoranckich z biologii. Już po chwili chciał mnie oprowadzić po swoich laboratoriach, ale ja byłem tak zmęczony, że wszystko przełożyliśmy na jutro i po szybkim prysznicu poszliśmy spać.

Zamawiajcie kartki z Chin, bo nie zostało już dużo czasu- przypominam tylko do 23 sierpnia! Więcej tutaj: klik

Ten wpis został opublikowany w kategorii Autostopem do Chin i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Dzień 38-40. Pustynia Gobi i witamy w Chinach!

  1. axl64 pisze:

    Chwilę temu znalazłam Pańskiego bloga i stronę na facebooku. Muszę przyznać, jestem pod ogromnym wrażeniem, tym bardziej, że wspiera Pan hospicjum 🙂 Słowem : podziwiam, zazdroszczę, wspieram i trzymam kciuki ! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *