Dzień 35-37. Mongolia jest ,,fajna”

Natsagdorj pojechał z samego rana do pracy, mówiąc że będzie nazajutrz, więc ja postanowiłem przeznaczyć cały dzień na lepsze zwiedzenie Ułan-Bator, czego nie mogłem zrobić parę dni wcześniej. Swoją drogą Natsagdorj to póki co najlepszy (i tak już pewnie zostanie do końca) host podczas mojej wyprawy. Miałem być u niego 3-4 dni, a koniec końców zatrzymałem się w jego mieszkaniu na… półtorej tygodnia. W tym czasie nie tylko zwiedziłem Ułan- Bator, ale mój gospodarz zabrał mnie też na daleką prowincją, gdzie mogłem zobaczyć ,,prawdziwą” Mongolię czy na Pustynię Gobi. Wspaniały człowiek i mam nadzieję, że ułoży mu się z żoną, bo na to zasługuje.

DSCI1757

Postanowiłem położyć nacisk na dwie główne atrakcje zachwalane w przewodnikach- Świątynię Gandan i Pałac Bogd Chaana. Po mieście postanowiłem chodzić pieszo, aby jak najbardziej poczuć jego klimat.

DSCI1759

DSCI1760

Do Gandan dotarłem po ok. godzinnym marszu. Klasztor Gandan to najważniejszy ośrodek  buddyzmu. Ciekawe miejsce i możecie tam dostrzec kilka różnych stylów architektonicznych, ale wszystko psują obrzeża, które najprościej mówiąc są bliskie slumsom. Plus jest taki, że wejście na cały teren kompleksu jest darmowe (a przynajmniej mnie nikt nie pytał o bilet 🙂

DSCI1766

Po następnej 1.5 godz. marszu znalazłem się na terenie Zielonego Pałacu Bogd Chaana, który stanowił jego rezydencję. Piękne miejsce (chyba najpiękniejsze w Ułan- Bator) i zdecydowanie warte polecenia.

DSCI1763

Gdy wracałem już do domu to wydarzyła się dość przykra sytuacja, która skończyła się dla mnie na szczęście dobrze. W Ułan- Bator panuje bardzo duży ruch na ulicach, co powoduje często konieczność długiego stania na światłach (co nie zmienia faktu, że większość Mongołów i tak przechodzi jak chce). Podczas jednego z takich ,,postojów” poczułem, że ktoś mi grzebie po kieszeni w spodniach. Szybko zareagowałem i odskoczyłem. W tym momencie mężczyzna, który mi w tej kieszeni grzebał zaczął uciekać. Zacząłem krzyczeć, ale gość biegł jak sprinter i nie miałbym nawet szans go złapać (chociaż biegam całkiem szybko) Niemal natychmiast pojąłem, że był to kieszonkowiec, których w Ułan- Bator jest naprawdę dużo. Jednakże, skoro nic mi nie ukradł (nigdy nie noszę niczego cennego w kieszeniach podczas wypraw stopem) to nawet nie podnosiłem alarmu, szczególnie że policja w Mongolii mimo, że dość chętna do pomocy to niewiele jest w stanie zrobić w tych kwestiach.

Nie ukrywam, że podróż za potencjalnym złodziejem za pomocą takiego auta mogłaby być trochę problematyczna.

Nie ukrywam, że podróż za potencjalnym złodziejem za pomocą takiego auta mogłaby być trochę problematyczna.

Jak wieczorem wróciłem do domu to postanowiłem się wreszcie dokładnie przepakować. Nie robiłem tego od początku podróży i po ponad miesiącu w moim plecaku panował wielki ,,bałagan”.

DSCI1770

Następnego dnia obudziłem się koło 7 i poczułem, że trochę boli mnie brzuch. Było to tylko trochę, więc normalnie się wykąpałem i ogarnąłem.  Niestety jak zjadłem śniadanie to się zaczęło- brzuch mnie rozbolał strasznie. Wziąłem proszki, ale pomogły tylko trochę i przez 3 godziny wiłem się na łóżku z bólu (w międzyczasie byłem w toalecie z 6 razy).

Po 3 godzinach takiego leżenia, gdy byłem już wyczerpany (mój host był nawet w aptece po jakieś specjalne proszki, ale też średnio pomogły) jakoś zasnąłem. Spałem ze 2 godziny i jak się obudziłem to było już sporo lepiej. W sensie dalej czułem w żołądku niezłą ,,walkę”, ale przynajmniej już mnie tak nie bolało i mogłem jako tako funkcjonować.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet nie wiem czym się mogłem tak zatruć, bo poprzedniego dnia jadłem bardzo mało- płatki owsiane i makaron. Nie mam co prawda pojęcia jaka była data ważności tych produktów, nie zmienia to jednak faktu, że po raz pierwszy (mam nadzieję, że ostatni) się zatrułem w trakcie tej wyprawy i niemal cały dzień przeleżałem w łózku.  Swoją drogą to musiało być coś naprawdę ,,mocnego” skoro mój żołądek, tak przyzwyczajony do różnego rodzaju potraw i wody tak zareagował.

Ojciec mojego hosta był swego czasu w Polsce, więc znalazłem w Mongolii parę polskich...książek

Ojciec mojego hosta był swego czasu w Polsce, więc znalazłem w Mongolii parę polskich…książek

20150806_204729

Następnego dnia dalej się czułem trochę obolały, dlatego nie forsowałem się na żadne zwiedzanie. Udało mi się jednak zrobić pranie (nigdy nie zapomnę ,,walki” z pralką, gdzie wszystko jest napisane po mongolsku), a przede wszystkim kupić i wysłać dla was pocztówki 🙂 Swoją drogą poczta w Ułan-Bator to jedno z nielicznych miejsc w Mongolii, gdzie możecie spotkać więcej turystów niż Mongołów (mi się nawet udało porozmawiać z grupką Polaków), a z angielskim nie ma problemów.

20150806_163816

Jak wróciłem do domu to mój gospodarz zaprosił mnie na obiad do pobliskiej knajpki. Z góry mnie jednak przeprosił, że musimy iść piechotą, a nie jechać samochodem. Nie było to daleko, więc dla mnie to nie stanowiło żadnej różnicy (a nawet lepiej, bo maszerując można zobaczyć miasto), ale mnie to zdziwiło. Po chwili Natsagdorj mi wszystko wyjaśnił.

20150805_143753

Wiecie jak rozwiązać w Polsce problem korków w dużych miastach? Trzeba wziąć przykład z… Ułan-Bator. W zależności od tego na jaką cyfrę kończy się nasza tablica rejestracyjna nie możemy się poruszać po mieście jednego dnia w tygodniu. I tak ,,jedynki” nie mogą jeździć w poniedziałek, ,,dwójki” we wtorek itd. Oczywiście samochody nie są wówczas zamykane na kłodkę  i każdy może jechać- należy się jednak liczyć z tym, że wówczas policja, która stoi przy większości głównych dróg wlepi nam mandat. Tym sposobem mieszkańcy muszą w dużo większym stopniu korzystać z komunikacji miejskiej (która tutaj jest na dużo gorszym poziomie w PL i wierzcie mi dają radę), a na drogach jest mniej aut (co nie zmienia faktu, że żeby w Ułan-Bator nie było w ogóle korków, to każde auto nie mogłoby jeździć 3 dni w tygodniu, a nie tylko jeden). W każdym razie da się? Da się.

20150805_141946

Wieczorem wypiliśmy z moim gospodarzem po pożegnalnym piwku, bo następnego dnia ruszałem już dalej- w stronę Pustyni Gobi.

20150805_232133

Dzięki koledze mojego gospodarza dostałem tzw. ,,list autostopowicza" na Chiny.

Dzięki koledze mojego gospodarza dostałem tzw. ,,list autostopowicza” na Chiny.

Kartki z pocztówki możecie zamawiać TYLKO DO 23 SIERPNIA. Jest to termin nieprzekraczalny, bo potem muszę mieć czas, żeby wszystko przeliczyć, kupić i zaadresować kartki i w końcu je wysłać. Więcej tutaj: klik

Ten wpis został opublikowany w kategorii Autostopem do Chin i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Dzień 35-37. Mongolia jest ,,fajna”

  1. Dorota pisze:

    Dziękuje za kartkę i pozdrowienia z Mongolii. Życzę zdrowia 🙂 i dalszej dobrej podróży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *